Stefan Żeromski – Ludzie bezdomni – Streszczenie szczegółowe

Tom I

Wenus z Milo

Powieść rozpoczyna się w Paryżu, gdzie młody polski lekarz, Tomasz Judym, przechadza się po Polach Elizejskich. Jest to dla niego czas wewnętrznego niepokoju i poczucia pustki. Mimo iż przebywa w tętniącej życiem metropolii, czuje się wyobcowany, a jego skromne mieszkanie na Boulevard Voltaire potęguje uczucie samotności. Nie mając motywacji do pracy ani konkretnego celu, postanawia wejść do Luwru. Przechadzając się po muzealnych salach, trafia w końcu przed posąg Wenus z Milo. Choć widział go już wcześniej, tym razem rzeźba przykuwa jego uwagę w sposób szczególny. Siada naprzeciwko i pogrąża się w kontemplacji. W jego wyobraźni kamienna postać ożywa, staje się ucieleśnieniem idealnego, niedoścignionego piękna.

Z tego artystycznego transu wyrywa go dźwięk rozmowy prowadzonej w języku polskim. Zaskoczony, odwraca się i dostrzega grupę kobiet: starszą, dystyngowaną damę, dwie młode panny w wieku kilkunastu lat oraz towarzyszącą im młodą, niezwykle piękną kobietę, która natychmiast przyciąga jego wzrok. Grupa zatrzymuje się przed posągiem. Starsza pani, pani Niewadzka, siada na ławce, a Judym, nieco się oddalając, obserwuje je. Jego uwagę skupia dwudziestokilkuletnia kobieta, która z niezwykłą intensywnością wpatruje się w twarz posągu, jakby chciała zapamiętać każdy jej detal. Kiedy w grupie rozpoczyna się dyskusja na temat tego, czy tak śmiała sztuka jest odpowiednia dla młodych dziewcząt, Judym decyduje się przełamać swoją rezerwę. Podchodzi i proponuje, że wskaże im drogę do innej słynnej rzeźby, „Amora i Psyche”. Tłumaczy swoją śmiałość tęsknotą za ojczystą mową. Przedstawia się jako chirurg z Warszawy, pracujący w paryskiej klinice. To przełamuje lody. Dowiaduje się, że rozmawia z panią Niewadzką, jej wnuczkami – Wandą i Natalią Orszeńskimi – oraz ich guwernantką, Joanną Podborską. Judym, nie ukrywając swojego pochodzenia, mówi, że jest synem szewca, co robi na pani Niewadzkiej pozytywne wrażenie. Jego bezpośredniość i szczerość zjednują mu przychylność grupy.

Po wspólnej kontemplacji „Amora i Psyche”, Judym dowiaduje się, że kobiety planują wycieczkę do Wersalu. Oferuje swoją pomoc w znalezieniu połączenia, a Wanda Orszeńska impulsywnie zaprasza go, by im towarzyszył. Tomasz z radością się zgadza, choć w głębi duszy odczuwa niepokój związany z różnicą społeczną, jaka ich dzieli. Nazajutrz spotykają się i wspólnie jadą do Wersalu. Dla Judyma, który zna już pałac, wycieczka jest przede wszystkim okazją do dyskretnej obserwacji towarzyszek, a zwłaszcza Joanny. Jej skupienie, inteligencja i subtelna uroda fascynują go coraz bardziej. Po powrocie z żalem dowiaduje się, że kobiety już następnego dnia opuszczają Paryż, udając się najpierw do Trouville, a później do Anglii.

W pocie czoła

Mija rok. Tomasz Judym powraca do Warszawy, pełen energii i zapału do pracy. Początkowo miasto go zachwyca, odczuwa nostalgię i radość z powrotu. Postanawia odwiedzić rodzinę mieszkającą na ulicy Ciepłej. Jednak gdy tylko wkracza w tę część miasta, jego entuzjazm gaśnie. Uderza go obraz nędzy: brud, choroby, apatia i rezygnacja na twarzach mieszkańców. Ten widok jest dla niego wstrząsem. Z trudem odnajduje kamienicę, w której spędził dzieciństwo. W mieszkaniu brata nikogo nie zastaje, ale w sąsiednim lokalu natyka się na przerażającą scenę – mała dziewczynka opiekuje się swoją chorą babką, która, by nie zrobiła sobie krzywdy, jest przywiązana hakiem do ściany. Dziewczynka tłumaczy, że nie mają pieniędzy na szpital. Zszokowany Judym pośpiesznie opuszcza budynek. Na podwórzu spotyka ciotkę Pelagię, która informuje go, że jego brat, Wiktor, pracuje w fabryce.

Judym udaje się do fabryki cygar, gdzie pracuje jego bratowa. Czeka na nią do końca zmiany i jest poruszony widokiem jej zmęczenia i ciężkich warunków pracy. Odprowadza ją do domu i obiecuje wrócić wieczorem, by zobaczyć się z bratem. Jednak zamiast tego idzie do eleganckiej restauracji, czując wewnętrzny konflikt i wstyd. Następnego dnia rano wreszcie spotyka się z Wiktorem. Powitanie jest serdeczne, ale rozmowa szybko ujawnia dystans i żal. Wiktor, choć nie okazuje zawiści, subtelnie daje bratu do zrozumienia, jak różnie potoczyły się ich losy. On musiał ciężko pracować fizycznie, podczas gdy Tomasz, dzięki urodzie i wsparciu innej ciotki, mógł zdobyć wykształcenie. Wiktor zabiera brata na wzgórze z widokiem na dzielnicę fabryczną, a następnie, dzięki uprzejmości pomocnika inżyniera, oprowadza go po zakładzie. Judym z przerażeniem obserwuje nieludzkie warunki pracy, a kulminacją tego doświadczenia jest moment, gdy w czarnej, nieludzkiej niemal postaci przy piecu hutniczym rozpoznaje swojego brata, Wiktora.

Mrzonki

Po powrocie do Warszawy Judym składa wizytę doktorowi Antoniemu Czerniszowi, sławnemu lekarzowi, który, podobnie jak Tomasz, wywodził się z nizin społecznych, ale dzięki determinacji osiągnął światowy sukces. Czernisz zaprasza go do swojego salonu, na spotkanie elity warszawskich medyków, i proponuje wygłoszenie odczytu. Dla Judyma to ogromna szansa na zaistnienie w środowisku. Mimo ogromnego stresu przygotowuje prelekcję zatytułowaną „Kilka uwag czy Słówko w sprawie higieny”, którą napisał jeszcze w Paryżu.

W swoim wystąpieniu Judym porusza temat katastrofalnych warunków sanitarnych panujących w biednych dzielnicach Warszawy, a także na wsi. Porównuje je z postępem, jaki widział w Paryżu. Jednak nie zatrzymuje się na opisie problemu. Przechodzi do ostrej krytyki środowiska lekarskiego. Zarzuca lekarzom obojętność, służenie wyłącznie bogatym pacjentom i ignorowanie swojego społecznego obowiązku, jakim powinno być szerzenie oświaty sanitarnej i walka z przyczynami chorób u najuboższych. Jego słowa wywołują w sali poruszenie i oburzenie. Mimo rosnącego sprzeciwu, Judym kontynuuje, piętnując bierność i hipokryzję kolegów po fachu.

Po zakończeniu odczytu zapada lodowata cisza. Jako pierwszy głos zabiera sędziwy doktor Kalecki. Z pozornym szacunkiem chwali Judyma za „gorliwe serce”, ale metodycznie zbija wszystkie jego tezy. Twierdzi, że lekarze nie mają wpływu na warunki socjalne, a ich rola ogranicza się do leczenia i, w miarę możliwości, filantropii. W podobnym tonie wypowiada się doktor Płowicz, który oskarża Judyma o idealizm i niezrozumienie realiów zawodu. Tomasz, upokorzony i niezrozumiany, próbuje jeszcze bronić swoich intencji, ale czuje, że poniósł klęskę. Po spotkaniu, wychodząc z domu Czernisza, dołącza do niego doktor Chmielnicki. Wyraża współczucie, ale jednocześnie tłumaczy Judymowi, że medycyna to taki sam zawód jak każdy inny, w którym liczy się zysk. Kiedy Tomasz z pasją mówi o swojej wizji medycyny zaangażowanej społecznie, Chmielnicki kwituje to jednym słowem: „mrzonki”.

Smutek

Po feralnym odczycie Judym pogrąża się w apatii i zwątpieniu. Unika ludzi, czuje się wyizolowany i bezsilny. Podczas jednego ze spacerów po Alejach Ujazdowskich dręczą go myśli o niesprawiedliwości społecznej i własnej niemożności realizacji marzeń, które wymagają pieniędzy i pozycji. Czuje, że jego ideały rozbijają się o mur obojętności. W pewnym momencie, wpatrując się w przejeżdżające karety, w jednej z nich dostrzega znajome twarze – panią Niewadzką, panny Orszeńskie i Joannę Podborską. Natalia go zauważa i pozdrawia, a za nią pozostałe kobiety. Na twarzy Joanny Judym dostrzega przelotny uśmiech. Ten krótki moment na chwilę rozprasza jego mrok i wlewa w jego serce odrobinę nadziei.

Praktyka

Judym decyduje się otworzyć prywatną praktykę lekarską. Wynajmuje skromny gabinet i czeka na pacjentów. Niestety, dni mijają, a nikt się nie pojawia. Po odczycie u Czernisza środowisko lekarskie go omija, nikt nie kieruje do niego pacjentów. Jego sytuacja finansowa staje się coraz trudniejsza. Jedyną stałą obecnością w jego domu jest gospodyni, pani Walentynowa, która mimo braku dochodów doktora, nie zamierza rezygnować z posady. Pieniądze się kończą, a na domiar złego pojawia się bratowa z prośbą o wsparcie finansowe dla Wiktora. Judym czuje się upokorzony swoją bezradnością. Pewnego dnia, wychodząc z kawiarni, spotyka ponownie doktora Chmielnickiego. Tomasz przyznaje się do porażki zawodowej. Chmielnicki, widząc jego trudne położenie, zaprasza go na rozmowę i składa nieoczekiwaną propozycję. Jego znajomy, doktor Węglichowski, dyrektor zakładu leczniczego w Cisach, poszukuje asystenta. Judym, choć niechętny perspektywie opuszczenia Warszawy, zgadza się na spotkanie. Następnego dnia odwiedza go Węglichowski i oficjalnie proponuje posadę. Judym dowiaduje się, że pensja wynosi sześćset rubli rocznie, a do jego obowiązków będzie należała opieka nad małym szpitalem dla ubogich. Decydującym argumentem staje się jednak informacja, że właścicielką majątku Cisy jest pani Niewadzka. Myśl o ponownym spotkaniu Joanny Podborskiej sprawia, że niemal natychmiast podejmuje decyzję o wyjeździe.

Swawolny Dyzio

Pod koniec kwietnia Judym wyrusza pociągiem do Cisów. Jego towarzyszami podróży w przedziale stają się kobieta i jej około dziesięcioletni, niezwykle niesforny syn, Dyzio. Chłopiec przez całą drogę dokucza pasażerom, jest nieznośny i nie reaguje na upomnienia matki. Judym z trudem zachowuje cierpliwość. Na stacji docelowej okazuje się, że resztę trasy ma pokonać powozem, niestety, w tym samym towarzystwie. Dyzio kontynuuje swoje zaczepki. W końcu miarka się przebiera. Judym zatrzymuje powóz, wyciąga chłopca na zewnątrz, wymierza mu serię klapsów, po czym zabiera swoje rzeczy i postanawia dalszą drogę odbyć pieszo. Po serii przygód, w tym przejażdżce z pijanym chłopem, z której spada, brudny i zmęczony dociera wreszcie do miasteczka.

Cisy

Zakład leczniczy w Cisach jest malowniczo położony wśród wzgórz, otoczony parkiem i stawem. Nazajutrz po przybyciu Judym zwiedza okolicę. Dowiaduje się, że zakład jest spółką, a jego historia jest dość burzliwa. Założony przez męża pani Niewadzkiej, początkowo miał ambicje stać się luksusowym kurortem, co przyniosło straty. Dopiero pod zarządem doktora Węglichowskiego i dzięki finansowemu wsparciu udziałowca, Leszczykowskiego, Cisy zyskały renomę jako solidny ośrodek leczniczy. Judym poznaje kluczowe postacie: administratora Krzywosąda Chobrzańskiego oraz kasjera, pana Listwę, który okazuje się być ojczymem nieznośnego Dyzia. Kilka dni po przyjeździe otrzymuje list od Leszczykowskiego, który prosi go o częstą korespondencję i wsparcie w dalszym rozwoju zakładu.

Kwiat tuberozy

Judym jest zachwycony Cisami. Czuje, że to miejsce daje mu szansę na realizację jego ideałów i samodzielną pracę. Pewnego dnia, czekając na dyrektora, wchodzi do pobliskiego kościoła. Na mszy dostrzega panny Orszeńskie i Joannę Podborską. Po nabożeństwie podchodzi do nich i zostaje przedstawiony proboszczowi, który zaprasza całe towarzystwo na śniadanie na plebanię. Dołącza do nich również młody kuracjusz, Karbowski, który wyraźnie adoruje Natalię Orszeńską. Judym z nutą zazdrości obserwuje ich wzajemne zainteresowanie.

Przyjdź

To krótki, impresjonistyczny rozdział. Judym siedzi przy oknie podczas burzy, wpatrując się w parkową alejkę. Jest pełen nadziei i oczekiwania na pojawienie się kogoś szczególnego. Jego myśli i uczucia koncentrują się na Joannie.

Zwierzenia

Rozdział ten ma formę pamiętnika Joanny Podborskiej. Czytelnik poznaje jej przeszłość: dzieciństwo w okolicach Kielc, naukę, pierwszą pracę w Warszawie. Dowiadujemy się o jej bracie zesłanym na Syberię, któremu regularnie wysyła pieniądze. Z zapisków wyłania się obraz kobiety inteligentnej, wrażliwej, pracowitej i głęboko zaangażowanej w pomoc innym. Mimo twardego stąpania po ziemi, jest pełna uczuć i marzeń.

Tom II

Poczciwe prowincjonalne idee

Judym z zapałem rzuca się w wir pracy. Jego dni wypełniają obowiązki w zakładzie kąpielowym oraz przyjmowanie pacjentów we własnym gabinecie. W przeciwieństwie do Warszawy, tutaj chorych nie brakuje – są to głównie ubodzy mieszkańcy okolicznych wsi i Żydzi. Tomasz czuje, że wreszcie może realizować swoje powołanie. Jednocześnie jego życie towarzyskie kwitnie. Uczestniczy w balach i spotkaniach, staje się bardziej otwarty i pewny siebie. Jego uwaga coraz bardziej skupia się na Joannie, choć próbuje też nawiązać bliższą relację z Natalią, która jednak szybko go zbywa.

Całą swoją energię Judym wkłada w organizację szpitala dla najbiedniejszych, który do tej pory był zaniedbanym budynkiem. Krok po kroku porządkuje sale, zdobywa sprzęt i leki, a dzięki wsparciu finansowemu Leszczykowskiego, zatrudnia personel. Szpital szybko wypełnia się chorymi. Działalność Judyma spotyka się jednak z ironicznym dystansem zarządu zakładu, a dyrektor Węglichowski, choć doradza, nie podziela jego rewolucyjnego zapału. Jesienią, gdy większość kuracjuszy wyjeżdża, w okolicy wybucha epidemia febry wśród dzieci. Szpital pęka w szwach. W tym trudnym czasie pani Niewadzka, z inspiracji Joanny, postanawia oddać starą piekarnię na dodatkowy szpitalik dla dzieci. Choć jest to piękny gest, jej lekceważące uwagi o „brudasach” pokazują, że nie rozumie ona głębszych motywacji, jakie kierują Joanną i Judymem.

Starcy

Wieczorami w domu Węglichowskiego spotyka się lokalna elita. Judym próbuje wykorzystać te spotkania do promowania swoich idei, takich jak osuszenie malarycznego stawu, który jest źródłem chorób dla okolicznych chłopów. Niestety, trafia na mur niezrozumienia. Starsi panowie, tacy jak Węglichowski i Chobrzański, żyją przeszłością i traktują jego pomysły jako fanaberie. Judym zdaje sobie sprawę, że aby cokolwiek osiągnąć, musi stosować dyplomację i zjednywać sobie ludzi. Mimo to, jego projekty są stale blokowane. Jedynym sojusznikiem pozostaje Leszczykowski, który z daleka wspiera go finansowo. Napięcie między Judymem a zarządem rośnie. Węglichowski zaczyna postrzegać młodego lekarza jako zagrożenie dla swojej pozycji i myśli o pozbyciu się go. Na początku marca powódź niszczy prowizoryczną tamę na stawie, co Judym postrzega jako kolejny argument za jego osuszeniem, jednak i tym razem jego propozycja zostaje zignorowana.

„Ta łza, co z oczu twoich spływa…”

Dzięki finansowemu wsparciu Tomasza, Wiktor Judym, zagrożony więzieniem za działalność konspiracyjną, decyduje się na emigrację. Rodzina ze smutkiem żegna go na dworcu. Żona obiecuje, że dołączy do niego, jak tylko znajdzie pracę.

O świcie

Na początku kwietnia, podczas porannego obchodu chorych na wsi, Judym spotyka bryczkę z Joanną Podborską. Jest zaskoczony, widząc ją o tak wczesnej porze. Joanna, początkowo zmieszana, wyjaśnia, że wraca ze spowiedzi. Jednak gadatliwy woźnica zdradza, że w rzeczywistości szukała Natalii. Okazuje się, że Natalia Orszeńska, bez zgody babki, uciekła z Karbowskim. Joanna pojechała ich szukać, ale dowiedziała się tylko, że para wzięła ślub i wyjechała za granicę. Podborska jest załamana, że zlekceważyła uczucie podopiecznej. Jest też przekonana, że Judym, który jej zdaniem kochał się w Natalii, również będzie zasmucony. Tomasz zaprzecza, co wywołuje na twarzy Joanny zdziwienie i ulgę. Kiedy odjeżdża, Judym uświadamia sobie z całą mocą, że jest w niej zakochany.

W drodze

Żona Wiktora otrzymuje list od męża ze Szwajcarii i wraz z dziećmi wyrusza w trudną podróż, by do niego dołączyć. Nieznająca języków i świata, gubi się i przez pomyłkę wysiada na złej stacji. Zrozpaczonej kobiecie pomaga młoda polska para, która okazuje się być Natalią i Karbowskim. Dzięki nim w końcu odnajduje męża. Radość ze spotkania jest jednak krótka. Po incydencie, w którym jej dzieci niszczą winorośl sąsiada, zostają wyrzuceni z mieszkania. Wiktor postanawia szukać szczęścia w Ameryce, a jego żona zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie już nigdy nie wróci do Polski.

O zmierzchu

Relacja między Judymem a Joanną zacieśnia się. Każdego wieczoru spacerują razem, w towarzystwie Wandy Orszeńskiej. Tomasz jest coraz bardziej zakochany. W myślach nazywa już Joannę swoją narzeczoną, choć boi się, że może ją stracić. Pewnego dnia spotyka ją w drodze do pacjentów. Joanna cierpliwie na niego czeka. Wracają razem, a podczas rozmowy Judym w końcu odważa się wyznać jej swoje uczucia, mówiąc, że pewnie już wtedy, w Paryżu, wiedziała, że zostanie jego mężem. Wzruszona Joanna przyjmuje jego wyznanie, które przypieczętowują pocałunkiem.

Szewska pasja

Chobrzański w końcu decyduje się na odszlamowanie stawu. Aby nie niepokoić kuracjuszy widokiem prac, buduje rynnę, którą cały szlam i brudna woda są spuszczane bezpośrednio do rzeki, z której czerpią wodę mieszkańcy pobliskiej wsi. Gdy Judym odkrywa ten proceder, wpada w furię. Konfrontuje się z Węglichowskim i Chobrzańskim przy śluzie. Oskarża ich o świadome trucie ludzi. Dochodzi do gwałtownej kłótni, w której Węglichowski zarzuca mu mieszanie się w nie swoje sprawy. Gdy Chobrzański próbuje go uderzyć, Judym odpycha go tak mocno, że administrator wpada do błotnistego rowu.

Gdzie oczy poniosą

Tego samego wieczoru Judym otrzymuje list od Węglichowskiego z natychmiastowym zwolnieniem z pracy. Nie jest zaskoczony. Boli go jednak myśl o opuszczeniu dzieła swojego życia – szpitala – a przede wszystkim o rozstaniu z Joanną. Rano, ze smutkiem żegnając znajome miejsca, opuszcza Cisy. W pociągu, pogrążony w apatii, spotyka inżyniera Korzeckiego, którego poznał w Paryżu. Korzecki, widząc jego stan, proponuje mu, by pojechał z nim do Zagłębia, gdzie mógłby znaleźć pracę jako lekarz w kopalni. Judym, nie mając innego wyjścia, zgadza się. Po przyjeździe do Sosnowca jest wstrząśnięty widokiem zniszczonej, przemysłowej krainy. Pisze list do Joanny, podając jej swój nowy adres.

Glikauf!

Judym zwiedza kopalnię „Sykstus”. Zejście pod ziemię i widok pracy górników w ekstremalnych warunkach robią na nim wstrząsające wrażenie. Obserwuje ich trud, niebezpieczeństwo, a także brutalne traktowanie zwierząt pociągowych. Korzecki, który go oprowadza, pozdrawia górników tradycyjnym zawołaniem „Glikauf!” (na szczęście!), co w tym kontekście brzmi dla Judyma jak ponura ironia.

Pielgrzym

Judym i Korzecki odwiedzają inżyniera Kalinowicza, dyrektora fabryki. Poznają jego syna, który okazuje się mieć równie radykalne poglądy na potrzebę poprawy higieny, jak Tomasz. Podczas rozmowy Judym z niecierpliwością czeka na list od Joanny. Korzecki zachowuje się dziwnie, a późnym wieczorem Judym jest świadkiem, jak inżynier odbiera tajemniczą paczkę od przemytnika, co wywołuje w Korzeckim zdenerwowanie.

„Asperges me…”

Judym zostaje wezwany do chorej matki ucznia gimnazjum, Olka Daszkowskiego. Diagnozuje u kobiety ostatnie stadium suchot i wie, że nie ma dla niej ratunku. Scena rozpaczy matki, która błaga o przedłużenie życia dla dobra syna, głęboko go porusza. W tle słychać złowieszczy krzyk pawia, symbolizujący śmierć.

Dajmonion

Judym przyjmuje posadę lekarza fabrycznego i zamieszkuje w pobliżu kopalni. Dużo czasu spędza z Korzeckim, którego melancholia i pesymizm coraz bardziej go męczą. Pewnego dnia otrzymuje od inżyniera dziwny, pospiesznie napisany list z cytatem z „Obrony Sokratesa” Platona. Zaniepokojony jedzie do jego mieszkania. Zastaje tam tłum gapiów i makabryczny widok – Korzecki leży martwy z roztrzaskaną głową. Popełnił samobójstwo. Judym w szoku siada przy ciele, a po chwili do pokoju wchodzi wysoki, nieznajomy mężczyzna, który z niedowierzaniem patrzy na zwłoki, po czym siada u nóg zmarłego.

Rozdarta sosna

Na początku września Judym otrzymuje kartkę od Joanny z informacją, że przyjedzie do Sosnowca w drodze do Drezna. Z niepokojem i nadzieją idzie na dworzec, by ją powitać. Spotkanie jest pełne czułości i niewypowiedzianych emocji. Spacerują, zwiedzają fabrykę, odwiedzają jego pacjentów. Joanna z entuzjazmem snuje plany na wspólną przyszłość. Mówi, że mogą zamieszkać nawet tutaj, w Zagłębiu, w skromnym domu, a ona będzie mu pomagać w pracy na rzecz biednych. Chce założyć szpital na wzór tego w Cisach.

Jej słowa, zamiast przynieść mu radość, wywołują w Judymie wewnętrzny kryzys. Przerywa jej i wyznaje, że choć kocha ją nad życie, nie może się z nią związać. Tłumaczy, że czuje się dłużnikiem klasy społecznej, z której się wywodzi. Uważa, że musi poświęcić swoje życie w całości walce z nędzą. Boi się, że osobiste szczęście, dom i rodzina, uczynią z niego „dorobkiewicza”, który dla zapewnienia komfortu ukochanej kobiecie zdradzi swoje ideały. Joanna, blada i wstrząśnięta, słucha go w milczeniu. Nie próbuje go zatrzymać. Mówi tylko, że życzy mu szczęścia, po czym odchodzi w stronę dworca.

Judym zostaje sam w lesie. Po chwili słyszy gwizd odjeżdżającego pociągu. Jego wzrok pada na rosnącą na skraju osuwiska sosnę – drzewo z rozdartym pniem i korzeniami zawieszonymi nad przepaścią. Ten widok staje się dla niego potężnym symbolem jego własnego, wewnętrznego rozdarcia. Pada na ziemię, a jego duszę rozrywa bezgłośny płacz – nie wie już, czy to płacze Joanna, kopalniane lochy, czy rozdarta sosna.